Poszukiwany, nieszukany – Marcin Turczyński, twórca Zatoki Sztuki

Starzy policjanci z Trójmiasta mają na to swoją odpowiedź. Mówią o nieformalnym układzie, w którym przestępczość splata się z polityką, samorządem, prokuraturą, sądami i służbami. Zatoka Sztuki była miejscem spotkań wpływowych ludzi. Zbyt wielu bywało w zamkniętych pokojach, zbyt wielu wiedziało – i milczało.

8k5dK.jpg

Polska policja ma w Hiszpanii niezłą passę. Razem z Hiszpanami łapie zbiegów w ciągu doby, najwyżej kilku tygodni. Oszusta z „mafii wnuczkowej” namierzono w Barcelonie w jeden dzień. Dwóch braci bez stałego adresu, którzy co chwilę zmieniali miejsce pobytu – też znaleziono. Boss z Altei, skazany na 25 lat, wpadł, kiedy wyszedł do klubu. Na 39-latka wystarczyła jedna kontrola na bramce autostrady pod Alicante. A ćwierć wieku temu, w epoce bez smartfonów, pod Walencją zatrzymano nawet „Słowika”.

A potem jest Marcin Turczyński, „Turek”, były szef sopockiej Zatoki Sztuki. Prawomocnie skazany na sześć lat więzienia za przestępstwa wobec dziewczynki poniżej piętnastu lat. Do więzienia się nie stawił. Od dziewięciu miesięcy ściga go list gończy, od ośmiu – Europejski Nakaz Aresztowania. Efekt? Żaden.

Przy tym nie mówimy o kimś, kto rozpłynął się w amazońskiej dżungli. Według ustaleń Turczyński przeniósł część biznesu do Katalonii, do prowincji Girona, gdzie zarządzał spółką LA-BOCANA LOUNGE. 

Wszyscy wiemy, jak to wygląda, kiedy państwu naprawdę zależy. Rusza wtedy cała machina: przykrywkowcy, podsłuchy, zagraniczni partnerzy, oficerowie łącznikowi, sieć ENFAST.

W sprawie Turczyńskiego nikomu się nie spieszyło. Przez całe śledztwo, proces i apelację odpowiadał z wolnej stopy. Nikt nie zabrał mu paszportu, nie zamroził kont, nie zakazał wyjazdów. List gończy wydano dopiero po dwudziestu dniach od doniesień mediów. Miał więc mnóstwo czasu, żeby spokojnie się spakować i przenieść interesy. Gdyby ktoś chciał napisać poradnik „Jak ułatwić skazanemu wyjazd”, wystarczyłoby mu streścić przebieg tej sprawy.

Hiszpania od lat jest ulubioną kryjówką polskich przestępców i trudno się temu dziwić. Na Costa Blanca jest polska społeczność, w Barcelonie miliony turystów, na Costa del Sol – interesy. Strefa Schengen ułatwia podróże, ale ta sama Unia wprowadziła Europejski Nakaz Aresztowania. W Unii nie powinno być bezkarności. Zostaje więc jedno pytanie: czy ktoś tu naprawdę szuka?

Starzy policjanci z Trójmiasta mają na to swoją odpowiedź. Mówią o nieformalnym układzie, w którym przestępczość splata się z polityką, samorządem, prokuraturą, sądami i służbami. Zatoka Sztuki była miejscem spotkań wpływowych ludzi. Zbyt wielu bywało w zamkniętych pokojach, zbyt wielu wiedziało – i milczało.

Bilans tej historii jest prosty i nie ma w nim nic zabawnego. Krystian W., „Krystek”, „łowca nastolatek”, siedzi piętnaście lat. Anaid nie żyje od jedenastu. Wiele dziewczyn żyje z tym, co im zrobiono. A „Turek” pozostaje na wolności.

Uważam, że Turczyńskiego nikt nie chce dopaść. Jego powrót do celi może być groźny dla układu. Człowiek z taką wiedzą o Zatoce Sztuki, z sześcioma latami odsiadki przed sobą, mógłby zacząć mówić. A wtedy w niejednym zamkniętym pokoju zrobiłoby się duszno.

Polska policja lubi powtarzać, że każdy zostawia ślad. Zostawił go „Słowik”, „Kojot”, boss z Altei, chłopak od mafii wnuczkowej, bracia bez adresu. Turczyński zostawił szyld, adres i nazwę spółki. Śladów tu nie brakuje. Brakuje kogoś, kto zechce po nich pójść.

To bezprawie musi się skończyć. Turczyński powinien odbywać karę w polskim więzieniu. 

Obejrzyj najnowszy magazyn Konfrontacja - Dlaczego od dziewięciu miesięcy nie udaje się zatrzymać Turczyńskiego, twórcy Zatoki Sztuki?. Link do wideo >>>

P.S. Jeśli wiesz, gdzie obecnie przebywa Marcin Turczyński, jakie interesy prowadził w Hiszpanii i z kim – napisz. Chronię źródła.