Przemysław Kral. Masa i cała galeria asów świata przestępczego. Czas na reformę świadka koronnego.
Jeśli wierzycie w skruchę Przemysława Krala, to jesteście w błędzie. Nie bądźcie naiwni. Powtórzę: Określenie „skruszony przestępca” jest z gruntu fałszywe. Żaden ze świadków koronnych nie jest skruszony. Żaden nie żałuje ofiar swoich przestępstw ani swoich wyborów życiowych. Zwykła kalkulacja i transakcja, nic więcej.

Polscy świadkowie koronni. Jaki jest bilans zysków z tej instytucji dla spraw, w jakich zeznawali, dla sprawiedliwości? Na czele jest niejaki Masa, a za nim cała galeria asów świata przestępczego, którzy postanowili wykorzystać nadarzającą się okazję, aby zamienić perspektywę wieloletnich wyroków na bezkarność.
Od pół roku Przemysław Kral, szef upadłej giełdy Zondacrypto, negocjuje z prokuraturą warunki przyjęcia statusu świadka koronnego w śledztwie dotyczącym wyprowadzenia z niej pieniędzy — ustalił Onet.
W tym czasie kilkukrotnie — m.in. w krajach Zatoki Perskiej, na Sycylii we Włoszech, ale również podczas swoich wizyt w Polsce — nieoficjalnie spotykał się z przedstawicielami prokuratury, by omawiać warunki swojej współpracy.
Upadek Zondacrypto, giełdy kryptowalut, to najnowsza afera finansowa w Polsce, którą grają politycy, wietrząc w niej możliwość przyłożenia przeciwnikowi politycznemu, której rozmiar wciąż jest nieznany, bo jak podano, nie wszyscy złożyli zawiadomienia, z uwagi na problemy z wyjaśnieniem pochodzenia pieniędzy.
Onet pisze: „Ewentualna współpraca Krala z prokuraturą mogłaby się okazać przełomowa. Zna on bowiem nie tylko mechanizm funkcjonowania i upadku Zondacrypto, ale również politycznego zaangażowania w inicjatywy związane z prawicą. Zondacrypto była bowiem głównym sponsorem konferencji CPAC w kampanii prezydenckiej Karola Nawrockiego, finansowała Telewizję Republika, a jej pieniądze zasiliły fundacje związane ze Zbigniewem Ziobrą i Przemysławem Wiplerem z Konfederacji”.
Informacja u wielu wywołuje emocje. Niektórzy zwracają uwagę, że te szczury wypuszczane do mediów mają przeszkodzić śledczym. Wszczęto nawet śledztwo w tej sprawie. Kto spoinuje dziennikarzy? Dziennikarze to tylko marionetki, słyszę. Niedługo powinniśmy poznać więcej faktów kto i co, a najważniejsze, dlaczego miesza w tej sprawie?
Dla wymiaru sprawiedliwości świadkowie koronni to ludzie, którzy przeszli na dobrą stronę Mocy. Dla byłych wspólników to zwykli zdrajcy, kapusie, kapusty, konfitury czy donosiciele.
Instytucji świadka koronnego przyglądam się od początku jej istnienia. W starej Konfrontacji poruszałem problemy świadka koronnego. Napisałem z Piotrem Pytlakowskim książkę „Koronny no 1.”
– Nie jestem kapusiem – mówił nam jeden ze świadków koronnych. – Nazywają mnie skruszonym przestępcą i ja się z tym zgadzam.”
Jarosław Sokołowski, ksywa Masa, zwykł mawiać, że po prostu przeszedł na uczciwą stronę. Czy rzeczywiście wierzył w to, co mówi? Czas pokazał jego cyniczną grę.
Świadkowie koronni pojawili się w Polsce prawie 20 lat temu. Ustawę uchwalono w 1997 roku, a rok później wdrożono ją w życie i powołano pierwszego koronnego, byłego policjanta, który
obciążył jedną z grup przestępczych. Sam wcześniej działał w jej strukturach.
Z Piotrem Pytlakowskim, współautorem książki „Koronny no 1”, od początku przyglądaliśmy się bacznie, jak działa to narzędzie prawne do walki z przestępczością zorganizowaną. Ponad dwadzieścia lat to już szmat czasu. Można pokusić się o ocenę i wyciągnięcie wniosków. Poznaliśmy osobiście dwudziestu kilku tzw. skruszonych z koronami na głowach, włożonymi im przez prokuratorów przy akceptacji sądów. Poznaliśmy ich przestępczą drogę i powody, dla których zdecydowali się zeznawać na niekorzyść swoich wspólników.
Ksiądz profesor Paweł Bortkiewicz, etyk, w pracy zbiorowej Przestępczość zorganizowana, wydanej w 2005 roku pod redakcją naukową prof. Emila W. Pływaczewskiego, pisze o dwóch diametralnych ocenach osób ze statusami świadków koronnych.”
Według jednych to konfidenci, a wprowadzenie instytucji świadka koronnego oznacza powrót do jednej z najpodlejszych metod stosowanych w państwach totalitarno-policyjnych. Ale na drugim biegunie jest ocena wywiedziona z systemu włoskiego, że to skruszeni przestępcy.
„Świadek jako «skruszony przestępca» wydaje się być wręcz modelowym przykładem ustosunkowania człowieka do zła, zinterioryzowanego jako osobista wina – pisze ks. prof. Bortkiewicz.
– Podmiot uznaje siebie po dokonaniu czynu za sprawcę, który mógł postąpić inaczej”.
Hmm, gdyby rzeczywiście tak było, świat wyglądałby inaczej, ale wyobraźmy sobie na przykład Masę, który po pobiciu swojej ofiary kijem bejsbolowym prawie na śmierć, uderza się w pierś i powtarza: „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”. I dochodzi do wniosku, że mógł postąpić inaczej. Nie bić, ale porozmawiać, wytłumaczyć, poprosić o te pieniądze. Nasz, z Piotrem Pytlakowskim, wniosek był banalny. Określenie „skruszony przestępca” jest z gruntu fałszywe. Żaden z nich nie jest skruszony. Żaden nie żałuje ofiar swoich przestępstw ani swoich wyborów życiowych.
Wyznali „swoje grzechy i obciążyli dawnych przyjaciół nie z powodu skruchy, ale z prostej kalkulacji. To im się po prostu opłacało, chociaż uczciwie mówiąc, nie każdemu w jednakowym stopniu. Ba, niektórym w ogóle się nie opłaciło. Jarosław Sokołowski, ps. Masa, niewątpliwie skorzystał na wejściu w program ochrony świadka koronnego. Komu jak komu, ale jemu to się naprawdę opłaciło. Kiedy werbowano go na koronnego, obowiązywała ustawa, w której zapisano: „Można uzależnić dopuszczenie dowodu z zeznań świadka koronnego także od zobowiązania się podejrzanego do zwrotu korzyści majątkowych odniesionych z przestępstwa oraz naprawienia szkody nim wyrządzonej”. Kluczowe jest słowo „można”. Oznacza pełną dowolność. Jak myślicie, że świadek koronny Przemysław Kral oddałby wszystkie ukryte przez siebie pieniądze, udziały w spółkach, nieruchomości? Pytanie retoryczne.
Prokurator podpisujący z kandydatem na świadka umowę może, ale nie musi domagać się zwrotu majątku zdobytego nielegalnie. W przypadku Masy wszystko, co posiadał, dom, drogie samochody i pieniądze – pochodziło z działalności przestępczej. On sam chwalił się później, że w program świadka koronnego wszedł z kilkumilionowym wianem. Dlaczego prokurator Jerzy Mierzewski pozwolił mu na to? Diabli wiedzą!
Masa wyrósł na celebrytę. To zadziwiający przypadek, chyba jedyny w historii kryminalnego świata, że świadek koronny, który powinien żyć w cieniu, bez imienia, nazwiska i twarzy, bryluje w mediach, udziela wywiadów, prowadzi stronę na Facebooku, gdzie opowiada młodzieży, jak cudownie się żyło za czasów mafii. Na dowód zamieszczał swoje zdjęcia w światowych kurortach, w mercedesach i z pięknymi panienkami u boku. No, żyć nie umierać. Masa jawił się jako sympatyczny gość, kulturalny, udzielający porad. Czasem jednak nerwy mu puszczają („bo ja nerwowy jestem”), kiedy ktoś nawet niechcący nadepnie mu na odcisk, zada nieroztropne pytanie albo przypomni coś niewygodnego z przeszłości. Wtedy Masa zapomina o savoir-vivrze. Bluzga jak za najlepszych czasów. Wyzywa od cweli, frajerów i pojebów. Oto próbka z jego publicznej strony facebookowej:
„Część ludzi zaangażowana w tę dyskusję to cioty włażące po palcu w dupę. Kolejna część to sieroty, które pierdolą z zazdrości o przytulonej kasie. Zapierdalają za 2k [2 tysiące – ] na miesiąc i jedyne, na co ich stać, to przejazd na gapę w miejskiej komunikacji. Każdy próbował w swoim życiu coś zdobyć, ukraść lub zorganizować na lewo. Tylko wybitne jednostki mają jaja do tego, żeby zarobić kilka milionów. A reszta patrzy z zazdrością”.
No więc jest już jasne, że Masa to jednostka wybitna i do tego z jajami. A także literat. Opublikowano już pięć czy sześć wspomnieniowych książek Jarosława Sokołowskiego. Mianowicie zastanowimy się, kiedy Masa mówi prawdę. Zeznając przed prokuratorem i sądami czy pisząc swoje memuary? Bo zdarza się, że obie wersje wykluczają się wzajemnie.
Gangrena świadka koronnego, taki tytuł miała jedna z Konfrontacji. Tak się stało, że w Polsce bezkrytycznie uznano, iż ta instytucja się sprawdziła i nie trzeba dokonać żadnych zmian. A tymczasem instytucję świadka koronnego toczy gangrena. Prokuratorzy, sędziowie, często idą na łatwiznę. Po co dopaść zbira żmudnym dochodzeniem, załatwić go dowodami rzeczowymi nie do podważenia, lepiej złamać jakiegoś bandziora i nadać mu status nietykalności, czyli świadka koronnego. Jeden z adwokatów powiedział mi, iż w Polsce w niektórych sprawach powinno się zlikwidować proces sądowy. Jeśli gdzieś pojawia się świadek koronny oznacza to automatycznie danie mu absolutnej wiary. Więc, po co sąd, obrona? Najlepiej od razu oddać oskarżonego w ręce klawisza. Jak można bezkrytycznie przyjmować, że ktoś pamięta np. wszystkie kilkaset samochodów, jakie ukradł, okoliczności ich kradzieży? Teraz trwa proces gangu napadającego na tiry. Świadek koronny, którego trudno nazwać bystrym, sypie nazwiskami składów osobowych każdej z grup. Czy aby na pewno pamięta dokładnie każdy napad, skoro ich było tak wiele? Jest nieomylny?
Drastycznym przykładem gangreny tej instytucji jest świadek korony o pseudonimie Koczis, osoba niedorozwinięta umysłowo. Jego niedorozwój psychiatria klasyfikuje jako debilizm. Czyżby świadkiem koronnym mieliby także stawać się osoby chore psychicznie i niedorozwinięte umysłowo? Dlaczego nie ma obowiązku poddania badaniom psychiatrycznym, na wariografie, kandydatów na świadków koronnych? Zasypano mnie sprzecznościami w zeznaniach świadków koronnych dotyczących jednej sprawy. Któremu w takim razie z nich wierzyć, skora każdy z nich twierdzi co innego?
Z drugiej strony wykazano mi skuteczność tej instytucji w rozwikłaniu wielu spraw. Poznałem dramaty ludzi, skruszonych przestępców, którzy ponoszą duże konsekwencje swojego wyboru. Dramat rodzin świadków koronnych, którzy żyją w strachu.
Na koniec. Kto by naprawdę zyskał poza Przemysławem Kralem, gdyby pozwolono na to,by stał się świadkiem koronnym? Jeśli wierzycie w skruchę Przemysława Krala, to jesteście w błędzie. Nie bądźcie naiwni. Powtórzę: Określenie „skruszony przestępca” jest z gruntu fałszywe. Żaden ze świadków koronnych nie jest skruszony. Żaden nie żałuje ofiar swoich przestępstw ani swoich wyborów życiowych. Zwykła kalkulacja i transakcja, nic więcej.
Historii oceni-usłyszałem. Jak na razie historia świadka koronnego wyznaczają osoby, którym niesłusznie dano „bezkarność”, to oni głównie zyskali, a straciła sprawiedliwość. Czy Przemysław Kral stanie się nową gwiazdą wśród nich i zajmie miejsce celebryty Masy? Czas pokaże.
Ostatecznie jest mowa o przyznaniu Przemysłowi Kralowi tzw. małego świadka koronnego, czyli sześćdziesiątki. Artykuł 60 k.k. pozwala na nadzwyczajne złagodzenie kary. Sąd może wymierzyć karę poniżej dolnej granicy przewidzianej za dane przestępstwo, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.
Nadszedł czas zacząć rozmowę o ulepszeniu tej instytucji, bez której wydaje się niemożliwe wygranie ze światem przestępczym, by przeciwnicy nie zwyciężyli.

